Bartosz Wojdon

„Niemłodo ożenisz się, tak po 26 urodzinach, żonę dobrą będziesz miał, córkę zdolną, karierę zrobisz i całkiem dobrze w pracy zarobisz. Lecz długo pociechy z tego nie będziesz miał...”  Właśnie taką przyszłość przez koszarowe ogrodzenie wywróżyła Cyganka z dwudziestoparoletniej dłoni marynarza wojska ludowego. Dziś Pan Henryk ma 84 lata. Patrząc w tą samą dłoń po tylu latach, powtarza słowo po słowie przepowiednię, kończy dodając z żalem „Wszystko się spełniło.”. I jeszcze przez chwile wpatruje się w pechową linię

Bozia ma mnie w opiece

Już w czasie służby wojskowej Pan Henryk wiedział, że na ojcowiznę za żadne skarby nie wróci. Praca na roli i spłacanie rodzeństwa do końca życia nie było mu w głowie. Bez wahania przyjął ofertę pracy od agenta floty rybackiej i mimo narzekań i lamentów swojej matki, zaciągnął się na statek. Marzyła się mu praca w handlu, jednak skończył we flocie rybackiej. No ale cóż… Jedyna rada, uczyć się, podnieść głowę do góry i iść do przodu. Krok po kroku Pan Henryk awansował do stopnia bosmana, wkrótce znalazł żonę Danusię, która dała mu córkę. Nie trudno wyobrazić sobie, jak ciężkie jest życie rodziny marynarza. Paromiesięczne kontrakty, przy prawie braku kontaktu listownego, czy telefonicznego, były niesamowitą próbą czasu dla małżeństw. Zdrady, dramatyczne rozstania, drobne romanse – nie były niczym nadzwyczajnym. Ludzie nie wierzyli sobie, wariowali, nie śpiąc z powodu obaw i zatruwania swoich myśli zazdrością. Tak nie dało się żyć i wytrwać w przysiędze małżeńskiej, dlatego Pan Henryk i Pani Danusia zaryzykowali i zaufali sobie bezgranicznie, by być spokojnym o swoje małżeństwo i wspólną przyszłość. Ich związek przetrwał ponad 50 lat…

Trudno zaprzeczyć panu Henrykowi, gdy z całą stanowczością stwierdza, że Bozia ma go w swej opiece, ponieważ zaraz po tym zaczyna wymieniać listę „marynarskich przygód”, w których ostrze kostuchy śmignęło mu tuż koło ucha. Już na początku swojej pracy, gdyby nie zbieg okoliczności, nie mielibyśmy okazji się poznać, gdyż zginąłby na tonącym kutrze. Tuż przed wypłynięciem zmieniono jego przydział na inny statek, który również wyruszał na połów dorsza przy brzegach Skandynawii. Kuter na którym miał być wcześniej, zatonął na jego oczach. Z jego byłej załogi uratowały się tylko cztery osoby.

Mijały kolejne lata ciężkiej pracy i rozłąki z rodziną, które o mało nie zakończyły się tragicznie. Podczas prac zabezpieczających przed sztormem Pan Henryk został piekielnie mocno uderzony w klatkę piersiową przez wysięgnik. Z połamanymi żebrami skończył w izolatce statku targanego falami szalejącego oceanu u brzegów Przylądka Dobrej Nadziei. Na szczęście wyszedł z tego cało. O rejsach do Afryki przypominają podróżnicze pamiątki – hebanowe maski o pustych oczodołach i tajemniczych uśmiechach, które hipnotyzowały mnie od najmłodszych lat. Bębenki, które 40 lat temu rozbrzmiewały pod afrykańskimi strzechami wiosek, które już dawno nie istnieją. Figurki słoni o wielkich kłach, które wystrugały hebanowe ręce artysty, wpatrującego się w te dumne zwierzęta. Pan Henryk miał przyjemność poznać świat, który już dawno nie istnieje. Świat, który przetrwał  tysiąclecia, by zniknąć w ciągu  kilku dekad.

Ilu z nas przeżyło awaryjne lądowania? Ile z nich kończy się szczęśliwie? Na szczęście lot Pana Heńka do Kanady poprawia tragiczne statystyki katastrof lotniczych. Na pokładzie tamtego feralnego samolotu było 320 osób. Przy podchodzeniu do lądowania okazało się, że podwozie niestety nie wysunie się. I jak to Pan Henryk mówi, trzeba było przygotować się „na moczenie tyłków”. Piloci spuścili paliwo i bezpiecznie wodowali na kanadyjskich wodach w asyście wszelakich służb ratunkowych. Kostucha znów niecelnie zamachnęła się i można byłoby pomyśleć do trzech razy sztuka. Mija ponad 80 lat od kiedy “tam u góry” nadal mają specjalne baczenie na marynarza Henryka, by mógł iść do przodu z podniesioną głową… mimo wszystko.

Tylko córki szkoda

Przepowiednia Cyganki wypełniała się – dobra żona, zdolna córka, kariera, pieniążki. W końcu dotarła ona do swojej okrutnej pointy – „pociechy długo nie będziesz miał”. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie bólu po stracie jedynego dziecka…

Poznałem Pana Henryka mając 3 lata, podczas moich pierwszych wakacji nad morzem. Od tamtej pory wraz z rodzicami spędzałem u Pana Henryka i Pani Danusi prawie każde wakacje. Wracałem do nich o rok starszy i zaczynałem dostrzegać, jak czas może goić rany, ale blizny pozostawia paskudne. Spróbujcie wytłumaczyć paroletniemu Bartusiowi, dlaczego nie można mówić o tej młodej Pani ze zdjęć, do której należą te całe stosy fascynujących książek  w ogromnej szafie, kolorowe mapy, tajemnicze fotografie. Ciężka sprawa dla rodziców, Nie rozumiałem kategorycznego zakazu dotyka czegokolwiek związanego z tą tajemniczą osobą. Do dziś czuje ten zapach jak z biblioteki pomieszany z słabiutką wonią wysuszonych skórek pomarańczy, które Pani domu wciskała gdzie tylko się da pomiędzy regałami. Szczególnie dziwna i przerażająca była stara lalka w pobrudzonym ubranku o martwej ceramicznej twarzy, której towarzyszyły inne „martwe” pacynki w pokoiku właścicieli. Nieśmiało  zaglądałem do środka, by poczuć ten nęcący dzieci dreszczyk strachu. Przed zaśnięciem długo wpatrywałem się w hebanowe twarze masek, których dusze pochodziły z tak daleka. Wisiały nad moim łóżkiem i przez całą noc miały pieczę nad moim snem. Z czasem tajemnicza Pani, okazała się mieszkającą z aniołkami. Dowiedziałem się o tym, że córka Pana Henryka i Pani Danusi została śmiertelnie potrącona. Miała niewiele ponad dwadzieścia lat, a te wszystkie książki, które pozostawiła po sobie były pamiątką po jej aspiracjach i świeżo rozpoczętej karierze zawodowej.

Trzy lata temu w trakcie świąt Wielkanocnych zmarła żona Pana Henryka.

Zupełna samotność….

Kompletny brak bliskich. Rodzeństwo Pana Henryka nie utrzymywało z nim bliskich kontaktów przez lata. Najbliżsi znajomi żyją na drugim końcu Polski. Dla kogo żyć? Po co? Po 50 słodko-gorzkich latach dobrego  małżeństwa tracisz najbliższą osobę. Nie masz dzieci, którym mógłbyś trochę poględzić o swoich problemach. Wnuków, które słuchałyby, jak opowiadasz po raz tysięczny swoje kultowe marynarskie historie, jak to dziadek wyszedł cało spod kosy kostuchy. Nie masz o kogo się martwić.

…Czy w końcu gdy wszyscy już pożegnają się z tobą podczas twojej ostatniej drogi, twoim dzieciom i wnukom będzie lepiej się żyło, dzięki pozostawionemu spadkowi? Czasem wspomną o Tobie i przytoczą jakąś opowieść o twoich szaleńczych przygodach… Może ktoś zapali znicz na twoim grobie…

No ale cóż, słowa Cyganki wypełniły się.

Idź do przodu

Spróbuj wziąć ten Krzyż. Ciężko byłoby go unieść i dźwigać przez lata z podniesioną głową, nadal pragnąc żyć pomimo jego ciężaru. Na co dzień nasze małe problemy zaprzątają nam strasznie głowę, nasz świat na nich się kończy, ograniczają one perspektywę i nic poza nimi nie widzimy. Oczywiście doskonale wiemy o tym, żeby się nie przejmować tymi nic nieznaczącymi bzdurkami, chwilowymi niepowodzeniami. Przypominają nam o tym takie historie jak ta, Pana Henryka. Znamy je z własnego życia, opowieści, filmów, książek. Jednak ciągle o nich zapominamy. No cóż, życie… Może kiedyś do tego dorośniemy.

W tamtym roku, kiedy pierwszy raz odwiedziłem Pana Henryka wspólnie z Karoliną, dowiedzieliśmy się o tym, że nie przyjęli nas na studia magisterskie… Rzecz błaha, ale burząca życiowe plany, gładko zaplanowaną przyszłość. Dla wielu rok przerwy w nauce to jakoś przerażająca luka, która jest nie odrobienia, przez którą życie legnie w gruzach.

Kilka godzin po wynikach rekrutacji siadacie przy herbacie z Panem Henrykiem, który cieszy się jak dziecko i jest bliski łez z powodu niezapowiedzianych odwiedzin, za które wielokrotnie dziękuje. Od słowa do słowa zdradza historie swojego życia, słowa przepowiedni, które nieuchronnie sprowadzają się do śmierci jego ukochanych Kobiet. Oczywiście trudno znaleźć słowa otuchy. Co można powiedzieć? Wszystko będzie dobrze? Niestety nie będzie… Spoglądasz po chwili na twarz pana Henryka, na której znów pojawia się serdeczny uśmiech… Może jednak jest nadzieja,

Od Pana Henryka dostaliśmy cztery proste rady, które prowadzą go przez wzburzony ocean życia. Oto one:

1)Idź do przodu zawsze i mimo wszystko.

2)Głowa do góry.

3)Ufaj, szanuj i doceniaj swojego współmałżonka.

4)Dbaj z całych sił o to co dobre.

Mam nadzieję, że może i Tobie pomogą ☺

Dołącz do grona Kursowiczów!

W prezencie otrzymasz:

  • Comiesięczny przewodnik po ekstra miejscu
  • Dostęp do dodatkowych materiałów i treści
  • Pierwszeństwo dostępu do artykułów i filmów
Potrzebujesz pomocy w zoogranizowaniu swojego wyjazdu? Organizowanie wyjazdów FAQ Plany podróży
0

    Więcej komentarzy
Zmontujemy Ci film z urlopu!

Sprawdź naszą ofertę!

DOŁĄCZ DO NAS! OBIERZ KURS NA WSCHÓD
Subskrybuj nasz kanał!

Momencik.... a może dołączysz do grona Kursowiczów?

W prezencie otrzymasz:

  • Comiesięczny przewodnik po ekstra miejscu
  • Dostęp do dodatkowych materiałów i treści
  • Pierwszeństwo dostępu do artykułów i filmów
Jesteś już subskrybentem? Wpisz ponownie swojego maila w pole powyżej i stanie się MAGIA!

Będąc Kursowiczem
niewiarygodnie dużo zyskasz!

  • Comiesięczny przewodnik po ekstra miejscu
  • Dostęp do dodatkowych materiałów i treści
  • Pierwszeństwo dostępu do artykułów i filmów
Jesteś już subskrybentem? Wpisz ponownie swojego maila w pole powyżej i stanie się MAGIA!