Bartosz Wojdon

Przyznaje się - jestem sentymentalistą. Często urządzam sobie spacerki po swoim byłym osiedlu na Nowej Hucie w Krakowie. Lubię oglądać stare śmieci, powspominać, czasem nawet uronić łzę nad opustoszałymi boiskami, alejkami, likwidowanymi placami zabaw, z których robi się parkingi. Tak więc, jadąc nad nasze polskie morze, na dodatek do Słupska i Ustki, nie mogłem powstrzymać się od wspomnień. Przecież pędzimy (o dziwo!) pociągiem przez całą Polskę do miejsca, gdzie od małego szkraba spędzałem wakacje. Powiem Wam, jak na spowiedzi, Bałtyku nie widziałem przez 5 lat i gdyby nie wizyta u Babci Karoliny nie wiem, kiedy bym nad nie znów zawitał.

Skacząc przez fale

Co roku, jednej wakacyjnej nocy budził mnie głos mamy: “Bartuś, wstawaj jedziemy na wakacje”.  I Bartuś wstawał. Układał się elegancko na tylnym siedzeniu samochodu i podziwiał nocne światła. Czasami też musiał się ukrywać, gdy tata za bardzo się śpieszył nad morze i panom policjantom się to nie spodobało. Teraz już są autostrady, można nad morze  dojechać raz dwa. Po drodze często się zatrzymywaliśmy w Ciechocinku, żeby pobyć chwilę pod tężniami. To też się skończyło, bo władze miasta wprowadziły opłaty. Miło także wspominam smakołyki wcinane po drodze, szczególnie teraz, gdy w pociągu zajadamy się z Karoliną czekoladą.

Czas spędzaliśmy całkiem nieoryginalnie. Jeśli pogoda dopisywała, a z tym bywa w Polsce różnie, wstawaliśmy rano, jedliśmy szybkie śniadanie, braliśmy plecak, parawan uszyty przez babcie pod pachę, grabki w dłoń i ruszaliśmy na plażę. Później jeszcze do nas dołączył nas pies – Goldzia,  no i oczywiście mój brat. A i zapomniałbym o dmuchanym krokodylu, kółku do pływania oraz piłce plażowej. Tworzyliśmy dość sporą karawanę, która przemierzała nadmorskie deptaki i piaski plaży w poszukiwaniu spokojnego, odosobnionego miejsca.

Dzień upływał leniwie i powoli. Smażyliśmy się na plażowych kocach, szukając ochłodzenia w morzu. Największą frajdę sprawiało mi skakanie przez fale z tatą, kiedy to ciężkie masy spienionej wody uderzały o ciało. Ale była lipa, jak okazywało się rano, że morze jest płaskie jak stół.

Popołudnia spędzaliśmy chodząc po mieście bez większego celu. Oglądając witryny sklepów, uliczne stoiska. Dzień kończyliśmy, podziwiając zachód słońca. Byłem w różnych krajach i muszę powiedzieć piękniejszych od naszych nie widziałem.

Kolejnym ważnym miejscem w moich wspomnieniach jest dom pana Henia i pani Danusi, u których się zatrzymywaliśmy. Mieszkanie ich było zagadkowe i niezwykłe, pełne dziecięcych tajemnic. Wszędzie były pamiątki po ich tragicznie zmarłej córce, między innymi cała ściana ciasno poupychanych książek, zdjęć, których nigdy nie wolno było mi ruszać. Jednak przede wszystkim przyglądałem się afrykańskim maskom rytualnym, które wisiały nad łóżkiem. Wpatrywałem się w puste oczodoły hebanowych twarzy. Wierzyłem w to, że są zaczarowane. Przywiózł je Pan Heniek, który pracował jako marynarz. Pływał do obu Ameryk, na Karaiby, do Afryki i Azji. Przygody, które przeżył nie raz przytacza w czasie spotkań. Chciałbym, żebyście go kiedyś poznali.

Z czasem wyjazdy z dziecięcej przyjemności, przeradzały się w dojrzewającą niewygodę. Zacząłem odczuwać, że leżenie na piasku i nic nie robienie jest nie dla mnie. W ciągu dnia wykonywałem dwie czynności czytanie i bieganie. Zaowocowały one dobrą kondycją i stosem przeczytanych książek.

Na przekór…

Wkraczając w wiek dojrzały, podjąłem decyzję, że zrywam z Bałtykiem i z rodzinnym tradycyjnym sposobem spędzania wakacji. Pierwszy samodzielny wyjazd był autostopowy. Byłem cały czas w drodze. Zwiedzałem miasta, poznawałem ludzi, przeżywałem przygody. Mimo, że podróż nie była komfortowa, a wręcz spartańska, odnalazłem swój sposób na wakacje.

Rodzice byli przeciwnikami odpoczywania pod Tatrami, nie mówiąc o chodzeniu po nich. Z czasem również odkryłem, że ciągnie mnie w góry.Okazało się, że jest to miłość od pierwszego obejrzenia. Do końca życia zapamiętam mój gruziński romans z Kaukazem. Szkoda, że na co dzień jest to miłość niespełniona.

Do końca jednak nie mogę zerwać z młodzieńczymi latami, trasy wszystkich moich wypraw biegły wzdłuż wybrzeża. Zadaje sobie pytanie “czemu?”, drapiąc się po głowie i nie znajduje odpowiedzi. Jednak kiedy podróżowałem po krętych drogach tureckiej riwiery i miałem do wyboru dwa widoki – góry, czy nawet pagórki, lub wybrzeże i morze. Zawsze mój wzrok i myśli były skierowane w głąb lądu. Wyobrażałem sobie siebie raczej wdrapującego się na szczyt, niż leżącego na plaży, czy pływającego.

Buntownik jak tatuś i mamusia

Nie raz, nie dwa każdy kiedyś pomyślał, a nawet głośno powiedział “Będę inny niż moja mama, mój tata”. Jest to życzenie raczej niemożliwe do spełnienia. Dzięki genom rodziców nie tylko odziedziczyliśmy wygląd, ale muszę wszystkich buntowników zmartwić także charakter. Zostaliśmy również ukształtowani przez ich wychowanie. Bardzo trudno to zmienić, jak powiedziała prowadząca “Instrukcję obsługi człowieka” w radiowej Trójce.

A jednak się zmienia… Inaczej nie byłoby ewolucji, dzięki której świat idzie do przodu. Każdy z nas ma coś, co robi “na przekór” rodzicom i dokłada cegiełkę zmiany w swoich genach.  Chyba najczęstszym przejawem “buntu” wśród ludzi jest zerwanie z Kościołem. Przeważnie jest to owocem usilnego religijnego wychowania. Ja “na przekór” nie leżę na piasku i kocham góry.

Chciałoby się zacytować III zasadę dynamiki Newtona, zwaną zasadą akcji i reakcji. Chociaż dotyczy ona praw fizyki, osobiście pasuje mi do opisu zjawisk socjologicznych. Mówi ona, że oddziaływanie ciał, a w tym przypadku ludzi jest zawsze wzajemne. Siły oddziaływania na ciała  mają takie same wartości, kierunki , lecz przeciwne zwroty. Tak, więc im bardziej rodzic stara się wdrożyć coś w życie swojego dziecka, tym bardziej oddala się od celu. Myślę, że w skrajnych przypadkach, że zasada sprawdza się całkowicie.

Kończąc pisać ten artykuł zaczynam się zastanawiać, co będą robiły moje dzieci “na przekór” mnie. Może one nawiążą do tradycji dziadków i zaczną leżeć na plaży. Jest melodia przyszłości. Na dzień dzisiejszy zostawiam Was z pytaniem – ” Co wy robicie na przekór rodzicom?”

 

 

Dołącz do grona Kursowiczów!

W prezencie otrzymasz:

  • Comiesięczny przewodnik po ekstra miejscu
  • Dostęp do dodatkowych materiałów i treści
  • Pierwszeństwo dostępu do artykułów i filmów
Potrzebujesz pomocy w zoogranizowaniu swojego wyjazdu? Organizowanie wyjazdów FAQ Plany podróży
0

    Więcej komentarzy
Zmontujemy Ci film z urlopu!

Sprawdź naszą ofertę!

DOŁĄCZ DO NAS! OBIERZ KURS NA WSCHÓD
Subskrybuj nasz kanał!

Momencik.... a może dołączysz do grona Kursowiczów?

W prezencie otrzymasz:

  • Comiesięczny przewodnik po ekstra miejscu
  • Dostęp do dodatkowych materiałów i treści
  • Pierwszeństwo dostępu do artykułów i filmów
Jesteś już subskrybentem? Wpisz ponownie swojego maila w pole powyżej i stanie się MAGIA!

Będąc Kursowiczem
niewiarygodnie dużo zyskasz!

  • Comiesięczny przewodnik po ekstra miejscu
  • Dostęp do dodatkowych materiałów i treści
  • Pierwszeństwo dostępu do artykułów i filmów
Jesteś już subskrybentem? Wpisz ponownie swojego maila w pole powyżej i stanie się MAGIA!