Bartosz Wojdon

Nad moją głową nocne gwiaździste niebo. Przede mną pulsująca życiem i rozświetlona cygańska wioska . Domy bez okien, połatane kartonami, blachami są na wpół zasypane gruzem, który na wioskę zrzuca ogromny skład budowlany na wzgórzu. Mimo syfu i nędzy, w wiosce trwa zabawa. Mieszkańcy niezrozumiale krzyczą coś do siebie, dzieci piszczą i szaleją między domami, kakofonia muzyki i gwaru roznosi się echem po okolicy. Czuje się jak w filmie Emira Kusturicy….. Chociaż obserwuje to wszystko z zaciekawianiem ze wzgórza nad wioską, obawiam się spotkania z mieszkańcami wioski. Wkrótce okazało się, że swoimi przemyśleniami wywołałem wilka z lasu. Krzaki tuż obok zaszeleściły Ktoś się skradał. Pierwsza myśl - ukryć aparat -rzucam go w wysoką trawę. Czekam…

Raczej spędzać noc, niż spać

Czy podróżując macie czasem tak, że dopóki nie zajdzie słońce macie nadzieję, że pojedziecie dalej i dopiero, gdy zrobi się kompletnie ciemno, przez głowę przetacza się Wam myśl „Hmm Gdzie tu spać?” i rozpoczynacie poszukiwania miejsca do nocowania. Jeśli macie przydatną umiejętność spania gdziekolwiek i w różnych pozycjach to rozkładacie śpiwór w wiacie przystanku, w rowie albo łapiecie dalej stopa śpiąc z kartką w ręku. Nie każdy tak potrafi – na przykład ja nie. Nie zasnę w samochodzie, autobusie, pociągu, a przed rozłożeniem namiotu analizuje spadki i ukształtowanie terenu, podziemne cieki wodne, potencjalne zagrożenia i sprawdzam czy namiot jest w miejscu niewidocznym dla obcych. Gdy kładę się do śpiwora, przeważnie okazuje się, że i tak w żebra wbija mi się kamień, a w biodro jakiś korzeń. Następnie dowiaduje się, że pobliskie krzaki zamieszkują zwierzęta, które lubią sobie poćwierkać, pochrząkać, powyć, pobzyczeć, pokumkać… akurat w środku nocy. Po pewnym czasie orientuje się, że śpię na ścieżce, którą wracają nocni imprezowicze. I myślę sobie – „to będzie fatalna noc”, ale na szczęście zaraz zaczyna świtać i czas ruszać w drogę. A co jeśli kładę się wygodnie, na zewnątrz jest cisza i spokój? Oj, to też niedobrze. Jest duże prawdopodobieństwo, że otwierając oczy zobaczę twarz właściciela działki, na której śpię bez pozwolenia, albo wychodząc rano z namiotu przeciągając się, potknę się o nagrobek. Tak, historia podróżowania odnotowała takie przypadki.

Mój pierwszy raz na Bałkanach

Na moją pierwszą podróż po Bałkanach wydałem 400zł, to jest 5 razy mniej niż w czasie następnych dwóch wypraw i 10 razy mniej niż w tym roku w Tajlandii. Nie stać mnie było na wynajęcie pokoju, pola namiotowe też były za drogie, ludzie niezbyt gościnni, wiec pozostawało tylko kombinować i radzić sobie samemu.

Pierwszą w życiu noc w namiocie przespałem między autostradami gdzieś pod Bratysławą. Rano wyspany, byłem gotów na dalszą podróż, ale już następnej nocy mój animusz trochę zmalał. Wylądowałem w czyimś ogródku działkowym, namiot stanął koło rabatek i grządek z warzywami, od strony chodnika zasłaniały go tylko krzaki, a mieszkańcy pobliskich domów mieli okna właśnie na ten ogródek. Na dodatek w nocy rozpętała się burza, przez co namiot zaczął przeciekać. Zamiast spać, latałem w środku nocy po cudzych grządkach w samych majtkach i naciągałem namiot. Rano trzeba było szybko wynieść się stamtąd zanim ktoś mnie zauważy.

Kolejnym fascynującym miejscem do „spania” była plaża w Splicie, nazwana przez tamtejszego barmana „Bad Boys Beach”( Taka ciekawostka znajduje się ona przy ulicy noszącej imię Jana Pawła II.). Wraz z trzyosobową grupą znajomych poszliśmy wzdłuż wybrzeża, oddalając się od niebezpiecznej plaży. Po pewnym czasie wybraliśmy miejsce do spania. Było idealne. Usłane kamieniami wielkości piłek futbolowych. Znajdowało się w kilkumetrowym pasie terenu między morzem, a drogą, po której przez całą noc jeździły samochody i przechadzali się „badboys’i”. Jeden z nich żalił się nam, że jego przećpany kolega ukradł mu samochód. Rozmawialiście kiedyś z nieznajomym w środku nocy? Przerażające uczucie. Nie widzicie twarzy, jedynie czarną postać kilka metrów przed sobą. Jak tu zasnąć? Niedaleko nas stało kilka samochodów w takich „boksach” z trawy. Tam pary kochanków pracowały nad młodymi Splicianami. Dzięki nim ta noc nie była tylko przerażająca, ale też i namiętna. Rano stwierdziłem, że kamień może jednak służyć za poduszkę.

O! Tutaj spałem

O! Tutaj spałem

Po przeczytaniu wstępu dręczy Was pytanie „Kto krył się w krzakach?”, „Co się stało później?” Już opowiadam. Wyskoczyłem ze śpiwora jak z procy. Aparat poleciał w wysoką trawę. Zacząłem obserwować… Nikt nie wychodził. Zbliżyłem się i… Jeż, okazało się, że był to tylko jeż łakomczuch, który nie mógł wyjść z siatki z jedzeniem, a nie jakiś krwiożerczy cygan. Jeża oswobodziłem, dziękując zafuczał na mnie ze złością i uciekł, a ja wróciłem do śpiwora. To była kolejna noc, po tej spędzonej na wzgórzach wokół Dubrownika, kiedy musiałem ciągle podciągać się do góry, bo zjeżdżałem ze śpiworem w dół zbocza. Rano obudziła mnie afera w wiosce Z kłótni wywnioskowałem, że jeden z dzieciaków zgubił kozę. Od samego rana poszukiwano zwierzaka po okolicy. Pomyślałem „Oho zaraz będziemy mieli gości”. Jednak skończyło się tylko na tym, że zostaliśmy wraz z kolegą zauważeni przez jakąś babcię, a ta oczywiście zrobiła raban, więc zebrała się wokół niej spora grupka mieszkańców, którzy wskazywali na nas palcami. Zaraz nie mieli, na co pokazywać, bo szybko czmychnęliśmy.

W Kotorze miałem trochę więcej czasu na poszukiwania miejsca do noclegu, ale mieszkańcy nie okazali się niezbyt gościnni, nawet czerwony krzyż nie chciał udostępnić trawnika. Na szczęście pewna Pani poleciła nam świetne miejsce do nocowania. Zachwalała, że jest z widokiem na panoramę starego miasta, z bieżącą woda w standardzie, bezpiecznie, co podkreśliła wykonując znak krzyża i wskazując palcem w niebo. Okazało się, że chodziło jej o małą cerkiewkę za miastem. Na szczęście pop nie miał nic przeciwko naszej wizycie, bo go nie było. Tak, więc rozłożyliśmy namiot, zrobiliśmy porządne pranie i wywiesiliśmy je na wszystkich poręczach, przy okazji podziwiając panoramę miasta. Potem czyściutcy jak nigdy poszliśmy spać w cieniu cerkwi przyozdobionej suszącym się praniem.

Głową w dół w Gruzji

Jeśli już jestem w temacie miejscówek do spania, to wspomnę też o innych krajach. Spanie w górach bywa zdradliwe. Na wieczór panuje przyjemne ciepełko, które nie zapowiada nocnego wiatru ze szczytu gór. Przez całą noc tak mocno wieje, że wygina namiot w każdą stronę. Masy lodowatego powietrza walą w tropik. Człowiek trzęsie z zimna, ubiera wszystko co ma w plecaku i żałuje, że nie wziął jeszcze koca z domu. Marzy o wschodzie słońca i pierwszych promykach ciepła. Wstaje rano z czapką na głowie, przyodziany w pięć par skarpet, dwie pary spodni, wszystkie podkoszulki i bluzy, jakie zabrał z domu.

Jeśli nie chcecie jeździć taksówką przez sen, nie śpijcie głową w dół. W moim przypadku podwyższone ciśnienie krwi mózgu sprawiło, że przyśniła mi się taksówka, w której wyglądałem przez szybę, dyskutując przy okazji z kierowcą. Rano okazało się, że szybą było wejście do namiotu, które rozsunąłem i oglądałem, co jest na zewnątrz, a kierowcą był mój kolega. Pragnę uświadomić czytelników, że nie mam w zwyczaju gadania po nocy, czy lunatykowania.

Na koniec najciekawsze miejsce w Gruzji, w którym przyszło mi spać. Wyobraźcie sobie jakąś nadmorską miejscowość nad Bałtykiem, na przykład Ustkę. Mamy plaże, potem jakiś deptak, pas zieleni i drogę. Właśnie na takim pasie zieleni w Batumi rozłożyliśmy cztery namioty. Maszerujecie w swoich nowych klapkach Ustką, pod pachą niesiecie swojego pompowanego krokodyla, za sobą ciągnięcie parawan, a Tu grupka ludzi ze szczoteczkami w zębach składa namioty. W Polsce niewiarygodne, a w Gruzji jak najbardziej możliwe.

Ze śpiwora do morza

Turcja kojarzy mi się przede wszystkim z nocowaniem pod gołym niebem na plaży. Miękki piasek, ciepłe noce, szum morza sprzyja, żeby spać spokojnie i głęboko. A ludzie wokół, a złodzieje? zapytacie. Ani razu z nie przydarzyła mi się żadna niebezpieczna sytuacja. Aparat i portfel wsadzałem do śpiwora, plecak dawałem pod nogi. Spałem spokojnie jak dziecko. Rano budziło mnie słoneczko, albo pozdrawiający mnie cieć od leżaków. Ze śpiwora wskakiwałem prosto do morza. Coś pięknego!

Plaża w Olympos

Plaża w Olympos

Wystrychnięty na dutka przez matkę naturę

Pod Hrubieszowem przeżyłem noc pełną atrakcji. Wybrałem się rowerem na samotną wycieczkę wzdłuż wschodniej granicy. Czwartego dnia wyprawy na horyzoncie zaczęły zbierać się czarne chmury. Ze wschodu i zachodu zbliżały się burze. Parę godzin mocnego pedałowania, pozwoliło mi stwierdzić, że przechytrzyłem matkę naturę. Zmęczony zatrzymałem się w nowo zbudowanym postoju dla turystów z wieżą widokową na jakieś łąki i olbrzymią i solidną wiatą. Brudny jak nieboskie stworzenie siadłem wśród grona rozwrzeszczanych miejscowych. Zaraz okazało się, że natura wystrychnęła mnie na dutka. Zerwała się potężna zawierucha, zaczęło lać , grzmieć. Wszyscy pouciekali. Zajazd opustoszał. Wsadziłem rower w jeden kąt wiaty sam wpakowałem się w drugi. Utknąłem. Przypuszczałem, że czeka mnie całkiem spokojna noc i nie będę nawiedzany w nocy przez miejscowych turystów. Bardzo się myliłem. Wieża widokowa okazała się taką atrakcją, że mimo burzy i późnych godzin nocnych ciągle bywałem odwiedzany. A to ktoś zatrzymał się na szybki numerek, a to paczka znajomych wpadała poszaleć. Wszyscy byli lekko zdziwieni, gdy okazywało się, że nie są sami. Każde odwiedziny kończyły się interwencją straży granicznej, ponieważ nie wolno było przebywać po zmroku na terenie zajazdu, Myślałem, żeby pomóc i po prostu zamknąć bramę parkingu, ale stwierdziłem, że nie się wtrącał w biznes. Mnie spisali podczas ich czwartej interwencji, wcześniej mnie nie zauważyli – sam się ujawniłem, bo przypomniałem sobie, że nie umyłem zębów i musiałem wyjść ze swojego przytulnego kąta. Panowie ze straży granicznej nie mogli wyjść z podziwu, że przyjechałem tu, AŻ z Przemyśla, czyli jakieś 300-400km od Hrubieszowa Nie byli świadomi, że ludzie potrafią przejechać tysiące kilometrów pedałując. Obudziły mnie ranne ptaszki – ornitolodzy, pogoda się popsuła. Powiedziałem Basta i popedałowem do domu.

Na koniec garść porad

Sen w podróży jest bardzo istotny. Jeśli będziecie zmęczeni, zdenerwowani to wiele stracicie. Zdjęcia nie będą do końca trafione, piękno i atmosfera miejsca czy sytuacji zostanie przez Was niezauważona, łatwo dochodzi sprzeczek i kłótni, w najgorszych przypadku ludzie się rozstają i kontynuują podróż samotnie. Należy poświęcić trochę czasu na znalezienie wygodnego miejsca do spania, pamiętając, że najmniejszy hałas, czy nierówność terenu może sprawić, że nie zmrużycie oka przez całą noc. Oczywiście nie wszystko da się zaplanować. Skąd możemy wiedzieć, że żabki Pelophylax lessonae o 3 w nocy mają gody, albo paru Turków urządzi sobie nielegalną wycinkę obok nas. Oczywiście nie ma, co się rozczulać nad nieprzespaną nocą, odeśpicie ją na następny dzień, albo następny, albo już w domu. Rozwiązaniem są pieniądze, można spać w hostelach, czy hotelach. Człowiek jest wyspany, umyty i przede wszystkim ma gdzie zostawić plecak, nie musi go targać ze sobą non-stop i może swobodnie zwiedzać. Jednak wtedy nie docenicie swojego łóżka. Tylko umęczeni i obolali od spania gdziekolwiek zobaczycie, jakie luksusowe jest spanie w domu. Niewygody szybko się zapomina i później można pół żartem –pół serio poopowiadać o nich znajomym. Moim zdaniem, nocując na dziko jesteśmy bardziej skoncentrowani na podróży, ale też wracamy do naturalnego rytmu życia. Zapadamy w sen i wstajemy wraz z naturą Budzi nas wschód słońca, wychylamy się z namiotu i jesteśmy w swoim domu. Tu mamy łózko, tam na brzegu rzeki jest łazienka, a za tymi krzakami ubikacja. Zamiast telewizji śniadaniowej mamy odgłosy natury i panoramę potężnych gór. Wczesnym rankiem świat jest naprawdę piękny i fotogeniczny. Ze szczoteczką w zębach fotografujemy swój własny dom. W hotelu wstajemy, gdy świat już jest dawno na nogach i już lekko przysypia po porannym zrywie. Ubieramy się, myjemy i dopiero wychodzimy. Wyciągamy aparat i robimy zdjęcie, jednak z kadru można wywnioskować, że przegapiliśmy ” decydujący moment”.

 

 

Dołącz do grona Kursowiczów!

W prezencie otrzymasz:

  • Comiesięczny przewodnik po ekstra miejscu
  • Dostęp do dodatkowych materiałów i treści
  • Pierwszeństwo dostępu do artykułów i filmów
Potrzebujesz pomocy w zoogranizowaniu swojego wyjazdu? Organizowanie wyjazdów FAQ Plany podróży
3

  • Bolivia 'In My Eyes' pisze:

    ekstremalnie! Ja tez nie zasne byle gdzie, ale az w tak dzikich miejscach mi sie nie zdarzalo:) Najdziwniejsze to przystanek autobusowy gdzies w Holandii, gdzie zawiozl nas patrol policji i pod drzewkiem na stacji benzynowej gdzies w Niemczech:) ah – byl tez przystanek pomiedzy kanalem i sciezka rowerowa i nocne rozmowy z lokalnymi mieszkancami,

    • Bartosz WojdonBartosz Wojdon pisze:

      Absolutnie nie zgadzam się, że ekstremalnie.Było bezpiecznie, nigdy nie miałem problemów z oprychami Może dlatego, że kieruje się zasadą, że nikt nie może widzieć z ulicy namiotu, w ogóle rozkładam zawsze po ciemku, żeby nikt nie widział. Nie spałem na kole podbiegunowym, wysoko w górach, w afrykańskich slumsach, czy w dzikiej dżungli. Chociaż jeden hotel w Tajlandii miał dość sporo robactwa w środku.

  • […] zajadałem się burkami, bułkami z chipsami i tanimi ciastkami, myłem się mokrymi chusteczkami, spałem gdzie popadnie i podróżowałem autostopem.  Związek między mną, a tym sposobem przemieszczania się, nie […]

  • Więcej komentarzy
Zmontujemy Ci film z urlopu!

Sprawdź naszą ofertę!

DOŁĄCZ DO NAS! OBIERZ KURS NA WSCHÓD
Subskrybuj nasz kanał!

Momencik.... a może dołączysz do grona Kursowiczów?

W prezencie otrzymasz:

  • Comiesięczny przewodnik po ekstra miejscu
  • Dostęp do dodatkowych materiałów i treści
  • Pierwszeństwo dostępu do artykułów i filmów
Jesteś już subskrybentem? Wpisz ponownie swojego maila w pole powyżej i stanie się MAGIA!

Będąc Kursowiczem
niewiarygodnie dużo zyskasz!

  • Comiesięczny przewodnik po ekstra miejscu
  • Dostęp do dodatkowych materiałów i treści
  • Pierwszeństwo dostępu do artykułów i filmów
Jesteś już subskrybentem? Wpisz ponownie swojego maila w pole powyżej i stanie się MAGIA!